Od roku kibicuję Paris Saint-Germain. Jak na kibica nie jest to wspaniały wynik, ale patrząc na to, jak PSG wczoraj grało, odkąd im kibicuję nie widziałam tak bezradnego mistrza Francji.
Nie zbierałam się specjalnie do pisania tego tekstu. Myślałam, że jak zwykle wezmę swoje ulubione, jeszcze ciepłe precle z piekarni i tekst wyjdzie mi z rękawa. Tak się nie stało. Nie jest łatwo pisać krytycznie o swoim ulubionym klubie i chwalić jednocześnie rywala, ale ta chwila musiała kiedyś wreszcie nastąpić. I nawet precle nie pomogły. Powtórzę po raz kolejny - nigdy nie widziałam mojego faworyta w tak bezradnej sytuacji.
Barcelona zagrała po prostu dobrze.
Barcelona zagrała po prostu dobrze.
FC Barcelona wygrała na Parc des Princes tak łatwo, jak Luis Suarez założył siatkę Davidowi Luizowi. Trudno jest pisać, kiedy twoje dwa ulubione kluby nie są pewne awansu do półfinału, a jeden to nawet na 80%. Patrzyłam na to ze strachem w oczach, bo gdyby nie Sirigu i szczęście, to Duma Katalonii wygrałaby z 10:1.
PSG nie przegrało u siebie od trzydziestu trzech spotkań w europejskich pucharach, po dziewięciu latach jednak uległo to zmianie. Na usprawiedliwienie Paryżan może nadawać się jedynie osłabienie w postaci braku Zlatana Ibrahimovicia i Marco Verattiego, którzy pauzowali za kartki, braku kontuzjowanego Tiago Motty i szybkiego zejścia z murawy Thiago Silvy.
Najpierw strzelił Neymar, sytuację PSG pogorszył Suarez, a jedyny błysk nadziei (choć znikomej) dał gospodarzom Van der Wiel (a w zasadzie Mathieu, gdy piłka po rykoszecie dotknęła jego nogi).
FC Barcelona 3:1 Paris Saint-Germain
Ale jak to jest przegrać 1:3 i wygrać 3:1 jednocześnie?
Wczoraj swój mecz rozgrywał również Bayern Monachium, który był faworytem w potyczce z FC Porto. I sensacyjnie zawiódł swoich kibiców.
Już w drugiej minucie sędzia podyktował rzut karny dla drużyny z Portugalii, gdy Neuer podstawił nogę jednemu z piłkarzy. Ricardo Quaresma wykorzystał go wspaniale, strzelając w lewy dolny róg bramki, podczas gdy bramkarz rzucił się w prawo.
Kilka minut później kolejny gol - dziesiąta minuta, dublet Quaresmy i mecz rozstrzygnięty. Bayern zdołał strzelić gola w dwudziestej ósmej minucie, ale w sześćdziesiątej piątej Jackson Martinez pozbawił Bawarczyków jakiejkolwiek nadziei, wpisując się na listę strzelców.
FC Bayern 1:3 FC Porto
I nawet precle nikomu nie pomogły.
Mam nadzieję, że David Luiz wróci do dobrej dyspozycji. Cierpię patrząc na te jego kiksy. Jest tak pozytywną i wspaniałą osobą, że życzę mu samych fantastycznych momentów w życiu. Może ta ławka w reprezentacji da mu kopa. Wejdzie w ćwierćfinale i od tego momentu będzie tylko lepiej.
OdpowiedzUsuńWidziałam, że zabierasz się za pisanie jakiegoś opowiadania. Kiedy coś się pojawi?
O ile w ogóle się pojawi, bo widzę, że w ostatnim czasie nie jesteś zbyt aktywna w blogosferze. Być może piszę sama do siebie! Nikt tego nigdy nie przeczyta! Trudno. Na przekór wszystkiemu, napisze jeszcze, że chętnie poczytałabym opowiadanie o Brazylijczyku, a jeśli ten będzie piłkarzem, to masz już wierną czytelniczkę.